mnie nie widać! yay!

wtorek, 2 stycznia 2018

The mystery Hull - Pirate Falls AU fanfiction


Znalezione obrazy dla zapytania gravity falls pirate au
Wyobrażaliście sobie może kiedyś jak mogłoby wyglądać uniwersum Gravity Falls, w którym istnieją prawdziwi piraci?

Jakiś czas temu opisywałam tutaj Pirate Falls AU. Wspomniałam wtedy, iż istnieją dwie wersje tego alternatywnego uniwersum. Dla tych co nie pamiętają:

Stan Pines jest kapitanem okrętu Mystery Hull, którym przemierza oceany w poszukiwaniu zaginionego skarbu. W przygodzie towarzyszą mu Dipper oraz zaklęta w syrenę Mabel, która szuka sposobu, by wrócić do swojej pierwotnej formy. Podczas jednej z wypraw na ląd, Dipper znajduje dziwny Dziennik zawierający spis wszelkich zjawisk paranormalnych, w tym informacje o tajemniczym urządzeniu nazywanym Time Wish - klepsydrze wypełnionej kosmicznym pyłem, zdolnej do spełnienia każdego życzenia. Ale w momencie, kiedy piasek przesypie się do końca, klepsydra teleportuje się do innego miejsca, więc ekipa musi ją znaleźć zanim upłynie czas. Niestety, załoga Pines'ów nie jest jedyną, która szuka Time Wish... Goni ich kapitan okrętu Mindscape, Bill Cipher, jeden z najbardziej barbarzyńskich i niebezpiecznych piratów świata, który także pragnie magicznej klepsydry z niewiadomych dla nikogo powodów... (Autorka fabuły)

Po wejściu na stronę autorki tejże fabuły, pokazuje się fanfiction. Po przeczytaniu kilku rozdziałów bardzo mnie zaintrygowało, więc postanowiłam je przetłumaczyć. Od razu zaznaczam, że jestem amatorem, chociaż staram się jak najbardziej zachować sens fabularny. Rozdziały będą pojawiać się w różnych odstępach czasu, zależy ile będę miała czasu wolnego.

Oryginał: The Mystery Hull - Chapter 1

Wiatr wiał niemiłosiernie, a sztorm wstrząsał oceanem, tworząc niebezpiecznie duże, spienione fale. Ogołocony, zniszczony wrak statku zakołysał się ostatni raz na wodzie, zanim na wieki pogrążył się w czarnych jak noc odmętach. Teraz jedynymi pozostałościami po okręcie były nieliczne, urwane deski i rozrzucone w promieniu setek metrów puste beczki. Przez złą pogodę ledwo można było dostrzec pół żywego mężczyznę, trzymającego się kurczowo cienkich, drewnianych drzwi.

- Cholera… - przeklął cicho pod nosem. - Jak do tego wszystkiego doszło?
Utkwił swój wzrok w miejscu, gdzie zatonął jego okręt, wraz z kapitanem i resztą załogi. Sięgnął ręką do kieszeni i wyjął z niej mały, okrągły artefakt. Przez chwilę ostrożnie trzymał go między palcami i badał jego strukturę.
- Cały ten raban o takie coś? Cholera, Cipher, czemu…? - świat zaczął stawać się ciemniejszy, a on powoli tracił przytomność. Używając resztek sił, przypieczętował swoje postanowienie umieszczając artefakt w takim miejscu, by już nikogo nigdy nie skrzywdził.
-o-o-o-o-o-o-
Ten dziennik jest własnością Dippera Pines’a.
1 maja, 1763
Postanowiłem prowadzić dziennik, aby zapisywać moje dziwne przygody na wypadek, gdyby coś mi się kiedyś stało - a myślę, że w mojej obecnej sytuacji jest to bardzo prawdopodobne.
Nazywam się Dipper Pines. Urodziłem się 31 sierpnia 1751 w Bostonie, w stanie Massachusetts, gdzie mieszkałem zanim pewne wydarzenia doprowadziły mnie do całej tej sytuacji. Ja i moja siostra Mabel zostaliśmy wysłani do naszych dziadków prowadzących biznes na Mississippi, gdzie nie zagrażałyby nam te wszystkie rzeczy, które się dzieją w Bostonie. Jednak nie mieliśmy pojęcia, że zamieszki to ostatnia rzecz, o którą powinniśmy byli się wtedy martwić…
-o-o-o-o-o-o-
Dipper spojrzał na podniszczony szyld wiszący nad drzwiami prowadzącymi do pubu:
POD TŁUSTĄ BECZKĄ
- Eugh… - wymamrotał, wzdrygając się na samą myśl o tej nieapetycznej nazwie, zanim ostrożnie uchylił drzwi.
Pomimo świecącego na zewnątrz ciepłego, południowego słońca, w pubie panował mrok. W pomieszczeniu można było zobaczyć zamyślonych klientów siedzących przy stołach, a gdzieś z głębi wyłaniał się malutki bar, wątle oświetlony przez kilka świeczek i lamp. Dipper zamrugał kilka razy, by przyzwyczaić oczy do ciemności. Dostrzegł go, siedzącego przy barze z tyłu: mężczyzna, którego przyszedł tu szukać. Dipper zamknął drzwi za sobą i podążył w kierunku baru, próbując unikać przerażających spojrzeń klientów - którzy zresztą byli przynajmniej dwa razy więksi od dorosłego mężczyzny - przeszedł obok nich i stanął obok samotnika przy barze. - - - Um… Przepraszam? - zaczął Dipper, czując nieodpartą chęć odchrząknięcia z nerwów. - Czy pan to Stanford Pines?
Wysoki, siwowłosy mężczyzna, który ignorował Dippera aż do teraz, odwrócił się, by na niego spojrzeć. Dipper poczuł dreszcz przebiegający mu po plecach, kiedy zauważył, że mężczyzna ma na lewym oku czarną opaskę.
- A kto pyta? - odpowiedział mężczyzna burkliwym, zachrypniętym głosem.  
- Ja, uh… - Dipper w końcu uległ swojemu pragnieniu i odchrząknął. - Nazywam się Dipper. Chyba się wcześniej nie spotkaliśmy.
- Nie sądzę - zauważył starszy mężczyzna, upijając łyk ze szklanki. - Czego chcesz, dzieciaku?
- Ktoś powiedział mi, że cię tu znajdę. A dokładniej, twój brat.
- Nie mam brata - odpowiedział mężczyzna, cały czas patrząc na Dippera, który spuścił swoją czapeczkę niżej na czoło.  - Jeszcze raz, jak się nazywasz?
- Huh? Oh, uh, Dipper.
- Miałem na myśli nazwisko.
- Pines - odpowiedział Dipper.
- Hm… - staruszek ponownie odwrócił się w kierunku swojego drinka. - Czego chce mój brat, że wysyła swojego wnuka, by znaleźć mnie w miejscu takim jak to?
Dipper zmarszczył brwi.
- Czyli, jednak masz brata?
- To zastrzeżona informacja, dzieciaku. Lepiej miej dobry powód, dlaczego przyszedłeś tu mnie niepokoić.
- Chodzi o moją siostrę Mabel - wyjaśnił Dipper. - Ona jest… cóż… tak jakby została przeklęta.
Dipper lekko podskoczył, gdy zauważył, że mężczyzna znów się w niego wpatruje swoimi ciemnymi oczami. Po chwili ciszy staruszek przemówił ostrzegawczym tonem:
- Słuchaj, dzieciaku, nie wiem w co ty ze mną pogrywasz, ale to nie jest śmieszne.
- Co?! Ale twój brat powiedział, że mi uwierzysz-
- Jak już mówiłem, nie mam brata. A teraz, gdzie twoi rodzice?
Zanim Dipper zdążył zaprotestować, mężczyzna już go ciągnął za kołnierz przez pub, w kierunku drzwi zaplecza. Kiedy już się za nimi znaleźli, staruszek puścił Dippera, który upadł pod jego nogami.
- Co to miało być? To w końcu znasz, czy nie mojego dziadka?
- Posłuchaj, dzieciaku. Nie możesz tak swobodnie gadać o klątwach w takich miejscach jak to. A już w szczególności ze mną. I tak, znam twojego dziadka.
- Więc… Teraz mi wierzysz?
Staruszek westchnął.
- A czy mam jakieś wyjście? Tak, czy siak, kogo tym razem przeklęto?
- Moją siostrę Mabel - wyjaśnił Dipper. - Została przeklęta przez jakiegoś… uh… Clippera? Cryptora? Miał takie dziwne imię… ach, tak, Cipher! To było to.
- Cipher? - powtórzył mężczyzna. - Jesteś tego pewien?
- Tak, na sto procent - odpowiedział Dipper bez wahania. - A co, znasz go?
- Nie. Ale każdy o nim słyszał - powiedział, marszcząc brwi. - Gdzie jest teraz twoja siostra?
Oczy Dippera wypełniły się nadzieją.
- Zostawiłem ją na małej plaży jakąś milę stąd, tuż przy brzegu. To w tamtą stronę. - podniósł rękę i wskazał palcem w kierunku wybrzeża. - Czy to oznacza, że nam pomożesz?
Stanford westchnął z irytacją. Zamknął oczy i podrapał się w nos.
- Nie, to znaczy, że daję ci szansę. Pokaż mi, że twoja siostra jest naprawdę przeklęta i… może najpierw pójdźmy stąd.
- D-dziękuję! Ale musimy się pospieszyć, to otwarta przestrzeń, a ja obiecałem jej, że nie pójdę na długo. Chodźmy! - Dipper zaczął biec, ale zatrzymał się, gdy zobaczył, że Stanford stoi w miejscu.
- Albo możemy iść trochę wolniej.  - Stanford pokiwał lekko głową i westchnął jeszcze raz.
- Więc prowadź, dzieciaku. - pokazał Dipperowi, by ten go prowadził i zaczęli iść wolnym tempem w wyznaczonym przez chłopaka kierunku.
Szli w kierunku  wybrzeża, a ich droga powoli przekształcała się w gęsty las, im dalej od miasta byli. Krajobraz wznosił się i opadał, gdy zmierzali na szczyt wysokiego klifu. Po przebyciu jakiejś mili, teren się trochę obniżył, a las ustąpił miejsca małej plaży. Dipper i Stanford udali się w kierunku drugiego końca plaży, gdzie widać było skupisko kamieni.
- Tędy, musimy przejść przez te skały - zawołał Dipper przez ramię i zaczął się wspinać na ogromny głaz. Stanford podążył za nim, przez kamienie, które uformowały coś w rodzaju mostu, gdzieś z dala od wybrzeża.
Dipper pochylił się nad wodą, która lekko zadrżała.
- Hej, Mabel, chodź! Znalazłem go!
Dipper wpatrywał się przez chwilę w mętną wodę, ale nie dostrzegł ani śladu Mabel. Powiedział jej, żeby tu czekała! Co ona robiła? Ten facet teraz pomyśli, że jest szalony!
Stanford zaczął robić się niecierpliwy. Miał różne rzeczy do roboty, ale jeśli to, co mówił ten dzieciak, okaże się prawdą… cóż, zrobi się trochę nieciekawie.
- Była tu minutę temu! Przysięgam! - spojrzał na mężczyznę błagalnymi oczami.
Stan westchnął.
- Słuchaj, dzieciaku, ja nie-
Nagle zmętniała woda zaczęła się robić przejrzysta, a z miejsca, na które przed chwilą patrzył Dipper wypłynęły bąbelki. Mała dziewczynka wynurzyła swoją głowę z wody i uśmiechnęła się, trzymając w dłoniach pełno muszli.
- Hejcia! - krzyknęła, przy okazji wylewając trochę wody na ich stopy, przez co Dipper cofnął się do tyłu. - To o nim opowiadał nam dziadek?
Syrena popatrzyła na niego, przechylając głowę raz po raz. W końcu oparła się o ląd.
- Jest starszy niż myślałam!
Chłopak popatrzył się na dziewczynę.
- Kapitanie Stan, to moja siostra Mabel. - wskazał na nią.
- Miło cię poznać! - wyciągnęła rękę, którą mężczyzna potrząsnął. Mabel nagle podciągnęła się na ląd używając jego dłoni i przyjrzała się mu uważnie. Zbyt uważnie, jak dla Stana. Trwała w tym stanie przez dłuższą chwilę, patrząc na niego podejrzliwie. - Czemu masz opaskę na oko?
Dipper gwałtownie nabrał powietrza.
- MABEL!
- … sorka.
Dipper potarł koniec swojego nosa. - Przepraszam. - spojrzał na mężczyznę - Twój brat powiedział, że jesteś jedynym, który może ocalić Mabel. Chcę po prostu pomóc mojej siostrze, potem nie będziemy ci zawracać głowy. Pomożesz nam, proszę?
Stan popatrzył na dzieciaki. Oboje wyglądali tak, jakby nie spali przynajmniej tydzień. Plus, Mabel od razu zwróciła uwagę na jego opaskę. A Dipper wydawał się… obiecujący. Chociaż tyle mógł zrobić dla swoich krewnych.
Mabel złożyła ręce i zrobiła smutną minkę.
- Proszę! Nawet nie zauważysz, że tu jesteśmy! - Znowu zanurkowała do wody, ochlapując Stana. Ford zajęczał.
- Dobrze, pomogę wam, dzieciaki. - Ich twarze od razu rozświetlił uśmiech. - Ale skoro będziecie na MOIM statku, będziecie przestrzegać MOICH zasad. Zrozumiano? - Oboje przytaknęli.
- A więc… - spojrzał na syrenę. - Jak cię wsadzimy na mój okręt?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Remember: Reality is an illusion, the universe is a hologram, buy gold, bye!